Planeta Pluton w astrologii da się opisać przez analogię z kotami. Kocięta drapią. Swoim ludzkim wychowawcom zostawiają czerwone pręgi na rękach, często raniąc aż do krwi. Z upodobaniem ćwiczą na nas szczególny manewr: przewracają się na grzbiet, wciągają napastnika na siebie (czyli naszą rękę) i drapią od dołu, zręcznie wierzgając tylnymi łapkami.
Przymus
Kocięta ćwiczą ten ruch tylnych łap również wtedy, kiedy bawią się między sobą. Muszą go dobrze opanować, gdyż w przyszłości od tego, jak sprawnie zostanie wykonany, zależeć będzie ich życie. Już praprzodkowie naszych kotów żyli długo i przekazywali geny potomkom pod jednym warunkiem. Że dobrze ten ruch opanują. Dlaczego?
Wszystko albo nic
Gdy kota atakuje silniejszy drapieżnik i zawiedzie zwykły odruch, czyli ucieczka, wtedy zwierzę używa swojej ostatecznej broni: przewraca się na grzbiet, ściąga zabójcę na miękki i pozornie bezbronny brzuch, a gdy ten się nad nim nachyli, pruje go od dołu pazurami tylnych nóg. Wkłada w to całą swoją siłę. Bo tego ruchu już nie powtórzy. Albo manewr się nie uda i kot zginie, albo sam zabije lub okaleczy napastnika, wypruwając mu jelita czy tnąc żyły na szyi.