Marzena Czuba: Kiedy dzieci? Czy to pytanie jest przekraczaniem naszych granic?
Joanna Sławińska: Kiedy moja przyjaciółka jest z kimś, z kim jest szczęśliwa, to mogę sobie wyobrazić, że takie pytanie jest OK. Ale ty pewnie pytasz o święta i o takie pytania nad kotletem? Nagle ktoś wymaga: proszę się tutaj określić, jakie są wasze plany? To jest absolutnie przekroczenie granic. Osoba, która zadaje to pytanie, nie wie, co się tam dzieje po drugiej stronie stołu. Może ta para się stara, ale nie może. Są też ludzie, którzy mają traumy z dzieciństwa i nie chcą mieć dzieci. Mogą też być inne powody. Tak, to pytanie jest opresyjne.
Dlaczego tak łatwo przychodzi niektórym je zadawać?
Ten ktoś uważa, że wie, jak inni mają żyć. To pytanie zakłada, że musimy mieć dzieci. Nie wiem, czy się ze mną zgodzisz, że poprzednie pokolenia nie brały pod uwagę, że ktoś z własnej woli pozbawi się bycia rodzicem.
Tak. Coraz więcej poznaję osób, które mówią, że nie chcą. Rodzina tego jednak nie traktuje poważnie. Dlaczego?
To wynika z pewnego założenia. Tak samo, jak jest założenie, że wszyscy są wierzący, że są katolikami. Gdy ktoś mówi: nie chodzę do kościoła, bo jestem innej wiary albo nie wierzę, to rodzina też nie chce tego przyjąć do wiadomości. Podobnie jest z założeniem, że ludzie są z sobą, szczególnie gdy się pobierają, żeby mieć dzieci.
Moje koleżanki słyszą też, że teraz nie chcą, ale kiedyś to będą chciały, ale wtedy będzie za późno.
Zakłada się, że kobieta powinna zostać matką, bo po to jest stworzona. Kiedy mówi, że ją to nie interesuje, to tylko tak jej się wydaje. Ktoś wie lepiej, czego ona chce. To płynie z dawnych czasów, gdy dzieci były gwarantem bezpiecznej starości, dziedziczenia majątku, przedłużenia rodu. Może więc być w tym pytaniu troska, kto ci poda tę szklankę wody na starość. Ale nawet troska nie usprawiedliwia włażenia z butami w czyjeś życie.
Pytanie, kiedy dzieci, jest równie intymne, jak pytanie o seks. Nikomu jednak nie przyjdzie do głowy spytać przy świątecznym stole o seks, za to kiedy z kimś będziesz, kiedy się ożenisz, wyjdziesz za mąż, kiedy dziecko, kiedy drugie dziecko, są równie częste jak sałatka jarzynowa.
Rzadko o to pytają obcy ludzie, prawda? Za to rodzina nie ma poszanowania drugiego człowieka. Pakuje się w czyjeś uczucia, traumy. Trzeba na to reagować. Najlepiej krótkim cięciem: nie będę na ten temat rozmawiać.
Wtedy pytającemu może zrobić się przykro. Nie popsujemy wtedy wszystkim świąt?
Często słyszę na warsztatach: ja nie chcę, by komuś było przykro, więc nie powiem, jak mnie jest przykro. To się też przewijało przez nasze poprzednie rozmowy. Ktoś chce rozmawiać z tobą na temat, na który ty nie chcesz, bo jest intymny, może bolesny. Może nie możesz mieć dzieci, bo choroba, bo partner nie chce, bo trauma z dzieciństwa, bo kryzys klimatyczny, bo po prostu nie chcesz. I nie musisz się tłumaczyć.
Jesteś dorosłą osobą. Dziecko się tłumaczy, dziecku jest przykro, chce przekonać rodziców, że niczego złego nie robi. Dorosły ma swoje zdanie i je wyraża. Wujek się upił i pyta cię, kiedy się rozmnożycie, to nie ma co mu odpowiadać. Dasz mu pożywkę do dalszej dyskusji, której nie chcesz. W dyskusji na siłę możesz się poczuć niezrozumiana. Tłumaczysz, a ktoś tego nie przyjmuje. Odsłaniasz się, że się leczymy, a ktoś to lekceważy.
Dlatego jeśli chodzi o pytania podpitych czy po prostu ciekawskich członków rodziny, to najlepiej zdecydowanie uciąć temat. A jeśli to matka w trosce, chociaż w sposób mało delikatny, zahacza ten temat, to możemy powiedzieć: Mamo jestem szczęśliwa, czy możemy nie drążyć przy świętach moich życiowych wyborów?
Czasem taki pijany wujek nie odpuszcza. I co wtedy?
Powtarzam jak zdarta płyta: już mówiłam, że nie chcę o tym mówić. Prowadziłam niedawno taki webinar „Jak powiedzieć ‘spie*dalaj’ w miły sposób”. Ojejej, mówiły dziewczyny, ale ja nie przeklinam. Kobieta tak brzydko nie mówi. Co sobie ktoś pomyśli? Czasem trzeba sięgnąć po takie środki, bo do niektórych ludzi inaczej nie dociera.
Jeśli mówisz uprzejmie, a ktoś uprzejmość traktuje jako przyzwolenie, to trzeba brzydko. Niech sobie myśli, że jesteś nieuprzejma. Chcesz się uchronić czy chcesz być miła? Nie bądź małą dziewczynką, powiedz jako dorosła: nie chcę o tym rozmawiać. Jak nie dotrze, to trzeba mocniej: Stop, ani słowa więcej, nie chcę o tym rozmawiać.
To są nasze intymne sprawy z partnerem/mężem, to nie jest temat do rozmowy przy stole. Dalej ktoś drąży? Gówno cię obchodzi, że nie mam dziecka, drugiego dziecka, męża. Nie chcę o tym mówić. Kropka! Słyszysz tę kropkę? Nie zadziała, wychodzisz.
A jeśli nie umiem stawiać granic?
Często słyszę od kobiet: nie umiem stawiać granic. A ty wiesz, gdzie są twoje granice, pytam. One, że nie, nie wiedzą. Twoje granice cię chronią. Jeśli czujesz, że twoje ciało się spina, to oznacza, że zostały przekroczone. Wtedy po prostu to powiedz: nie podoba mi się, że jestem tematem przy świątecznym stole.
Można też z humorem, ale to wyższa szkoła jazdy. Już kiedyś mówiłam o księdzu Janie Kaczkowskim. Był chory, a pewna pani spytała: kiedy ksiądz umrze? On na to: a kiedy pani pasuje? Można więc i tak: a kiedy wujkowi pasuje moje rozmnożenie? I zmieniamy temat.
To może teraz rada dla osób, które zadają te pytania o śluby, dzieci.
Po co to robisz? Nie pierwszy raz zadajesz takie pytanie i widziałaś przykrość po drugiej stronie. Czy to troska, ciekawość, podświadome narzucanie swojego poglądu? Dlaczego nie macie dzieci to nie jest niewinne pytanie. Bo się tak martwisz, bo chcesz mieć wnuki, bo uważasz, że każda kobieta powinna mieć dzieci? Nie ma żadnej szczytnej intencji, która by takie pytania usprawiedliwiała. To jest włażenie buciorami do czyjegoś łóżka.
Wywiad ukazał sie w miesięczniku Wróżka, nr 4/2024
fot. Nicoleta Ionescu/shutterstock