Rytuał dla narodu
Z naszej perspektywy cała ta koronacja to folklor i feudalne dziedzictwo. Oto nieprzyzwoicie bogaci ludzie ukrywają pochodzenie swojego majątku, żyją na koszt podatników i umieją tylko bywać lub zaszczycać obecnością, a teraz wyprawiają gigantyczną trzydniową imprezę, z której król z małżonką mają wracać powozem tak wyładowanym złotem, że potrzeba ośmiu koni, by go ciągnęły. Poniedziałek ogłoszono nawet świętem państwowym, by lud mógł świętować.
Być może „lud” jest tu sednem, bo takie ceremonie i podniosłe festyny spełniają ważną funkcję społeczną, działają jak spoiwo dla Brytyjczyków, umożliwiając im udział w wydarzeniu rytualnym i tworząc wspólnotę doświadczeń. To ludziom potrzebne: rytuał. A przecież im rytuał większy, tym mniejsze formalne znaczenie tego, co jest obchodzone.
Koronacja na zaćmieniu
Karol już jest królem, formalnie został nim po śmierci matki we wrześniu. To dla widzów jest przeznaczony cały spektakl 6 maja, przy fatalnych zresztą tranzytach, tuż po zaćmieniu Księżyca i w czasie retrogradacji Merkurego. Same tranzyty prorokują etap trudny i wyboisty, ma tu też znaczenie retrogradacja Plutona, który na chwile wróci do Koziorożca, by ostatecznie w 2024 rozgościć się w równościowym Wodniku.
Podczas ostatniego pobytu Plutona w Wodniku wybuchła Rewolucja Francuska, która obaliła monarchię Burbonów. Karol jako przedstawiciel starego świata i najbogatszego 1% ludzkości powinien się już bać. Jednak astrologowie przepowiadając jego przyszłość nie brali pod uwagę tranzytów Plutona w 2023 roku, patrzyli na urodzeniowy horoskop księcia.