Charlie Watts i Rolling Stonesi - co mówią o nich gwiazdy?
Charlie Watts zmarł, ale pozostali członkowie grupy są jakby nieśmiertelni. Bo przecież teoretycznie żaden nie miał prawa przeżyć szalonych lat 60., 70., 80. Miesiące w trasach koncertowych, codzienne orgie i libacje, hektolitry alkoholu, wagony papierosów, o narkotykach i diabli wiedzą, czym jeszcze, nie wspominając. Ale gwiazdy są dla Stonesów wyjątkowo łaskawe. Obdarzyły ich niewyczerpaną energią i końskim zdrowiem.
Szaleństwa Micka Jaggera
Taki Mick Jagger (Lew) przez dekady rockandrollowego życia nabawił się jedynie kłopotów ze słuchem. Dopiero w wieku 76 lat zaczęło szwankować mu serce, słaby punkt każdego Lwa. A już dwa miesiące po wszczepieniu zastawki śmigał na scenie jak 20-latek! No ale oddać trzeba uczciwie, że lider Rolling Stonesów już dawno skończył z imprezami. Jagger teraz trzyma dietę, ćwiczy jogę i uprawia sport trzy godziny dziennie!
Saturn w pierwszym domu to stróż żelaznej dyscypliny. Jedno, co mu nie przeszło, to pociąg do kobiet, których – jeśli wierzyć – przez jego łóżko przewinęło się tysiące. Ma ośmioro dzieci z pięcioma kobietami, a przynajmniej do tylu się przyznaje. Poczwórna koniunkcja Słońca z Merkurym, Jowiszem i Plutonem w Lwie jest jak bateria, która nigdy się nie wyczerpie.
Trzeźwy z Saturnem od 74. urodzin
O Keicie Richardsie (Strzelec) krążyły szokujące historie, że codziennie wypija wannę whisky, pali dwie paczki papierosów, wchłania tonę koksu. Podobno na głodzie narkotykowym wciągnął nosem prochy swego ojca. – Czułem, że nie dociągnę do 30. urodzin. – wspomina te szalone czasy – I miałem to gdzieś.
To Mars w koniunkcji z Uranem pchał go ku ekstremalnym zabawom. Ale hulaszczy tryb życia, który niejednego by wykończył, odcisnął się jedynie na jego twarzy. Co prawda i on rzucił alkohol, lecz dopiero w wieku 74 lat. – Swoje wypiłem, więcej już nie chcę – stwierdził pewnego dnia.
Sekret jego żywotności i młodego ducha to Słońce w awanturniczym Strzelcu w trygonie z pełnym rozmachu Jowiszem. Tylko Saturn w opozycji przypomina mu o związanych z wiekiem ograniczeniach. Tak jak w 2007 r., gdy w poszukiwaniu wrażeń wdrapał się na palmę i spadł, doznając wstrząśnienia mózgu oraz uszkodzeń czaszki. Choć od lat to Richards był typowany na pierwszego ze Stonesów, który zawinie się z tego świata, jedyne, na co ponoć cierpi, to artretyzm. Dłonie nie dokuczają mu tylko wtedy, gdy… gra na gitarze.
Mars wymusił nową pasję – gotowanie!
Aż dziewięć razy lądował na odwyku Ronnie Wood (Bliźnięta). Do tego niedawno pokonał raka płuc. Po raz drugi! To, że nie było przerzutów, uważa za cud. – Ktoś tam w górze musi mnie bardzo lubić – skomentował. Na pewno lubi go Jowisz w koniunkcji z Księżycem, która pomoga mu poskromić rozpasany duet Marsa i Wenus. Wie, że dostał od życia drugą szansę, i nie zamierza jej zmarnować.
Dzięki zawziętości i żelaznej woli, które zawdzięcza koniunkcji Saturna z Plutonem w kwadraturze do walecznego Marsa, dziś nie pije, nie pali, nie ćpa. Co więc robi z wolnym czasem? Gotuje i bawi się z dziećmi. A ma ich szóstkę, w tym 5-letnie bliźniaczki! Jego jedynym nałogiem jest… oglądanie seriali.
Luna w Pannie, czyli dyscyplina i praca!
Jak na na ironię pierwszy odszedł, co prawda najstarszy, ale i najgrzeczniejszy z niegrzecznych – cichy, spokojny Charlie Watts (Bliźnięta). Żył wręcz nudno jak na rockmana; przez 57 lat z jedną żoną Shirley (Panna). Unikał skandali, a po koncertach oddawał się wyrafinowanym pasjom. Kolekcjonował stare samochody oraz konie arabskie. Wraz z żoną regularnie gościli w Polsce na aukcjach w Janowie Podlaskim. Wyróżniał go elegancki styl, odmienny od drapieżnych T-shirtów, skór czy barwnych fatałaszków pozostałych Stonesów, wolał dobrze skrojony garnitur, co docenił magazyn „Vanity Fair”, umieszczając go wśród najlepiej ubranych mężczyzn świata.
Spokój i opanowanie, dzięki którym nieraz udało mu się załagodzić konflikty w zespole, to wpływ Księżyca w rozsądnej Pannie i Marsa z łagodnych Ryb. Lecz i on miał słabsze chwile, gdy nie uniknął problemów z prochami. – Zrobiło się tak źle, że nawet Keith Richards kazał mi się ogarnąć – mówił o swoim uzależnieniu. Ogarnął się, zwyciężył straszny nałóg, potem jeszcze wygrał z rakiem w 2004 r. Jego samego pokonała… bezczynność. Po udanej operacji serca zmuszony był na jakiś czas odłożyć pałeczki. A przecież zawsze mówił, że nie wyobraża sobie emerytury, że muzyka to jego życie i chciałby bębnić aż do śmierci.
Rolling Stonesi stracili perkusistę, stracili kolegę, ale wciąż grają i będą grać wiecznie. Bo legendy odchodzą, ale muzyka pozostaje.
Foto: Unsplash